Urocze, senne miasteczko, rozciągające się na dużej powierzchni, zdaje się gubić swój początek i koniec. Dziwna, architektoniczna efemeryda… Nijaka i fascynująca, denerwująca i pełna osobliwych zaskoczeń. Bo z Choroszczą jest pewien problem. Może po prostu ona wciąż nie może wyjść z cienia Białegostoku. Skrywa się w nim, a przecież miasto „ostemplowane” przez samego hetmana Branickiego powinno błyszczeć w pełnym słońcu. 


W Choroszczy lubię uliczki prowadzące do rynku – Branickiego, Szkolną, a przede wszystkim Dominikańską. I sam rynek, który widziany z góry przypomina łagodny owal. Mam słabość do tych niepozornych, niskich domów wpatrzonych mętnymi oknami w ściśnięty ulicami park. To właśnie w linię małomiasteczkowych rynków wpisana jest niegdyś świetna przeszłość wielu podlaskich miast i miasteczek. I za to powinniśmy je kochać – te niepozorne rynki Zabłudowa, Tykocina, Suraża, Krynek…

Ulica Dominikańska - jedna z ulic prowadzących do choroszczańskiego rynku. Wiele okalających ją domów powstało jeszcze przed wojną.
Kościół pw. św. św. Jana Chrzciciela i Szczepana przechodził różne koleje losu - zbudowany w połowie XVIII wieku, po kolejnych wojnach - w 1920 i 1945 roku - wymagał renowacji.
Rzeźba ukrzyżowanego Chrystusa przed kościołem w Choroszczy.
XVIII-wieczna kaplica wchodząca w skład dawnego zespołu klasztornego dominikanów, których zakon uległ kasacji w 1839 roku w ramach popowstaniowych restrykcji.
Znajdująca się na niewielkim wzniesieniu kaplica cmentarna liczy prawie 100 lat
Wiem...powinienem wymienić przecież letnią rezydencję Branickich, otoczoną kanałami wzorowanymi na kanałach wersalskich (ponoć to jedyna taka kompozycja w Polsce) albo okazały zespół klasztorny dominikanów. One świetnie wychodzą na zdjęciach i tam jest ich miejsce. 

Letnia rezydencja Branickich.
Wieża ciśnień to jeden z kilkunastu budynków, które pozostały w Choroszczy po Fabryce Sukna i Kortów Augusta Moesa.
Klasztor wraz z barokowym kościołem został ufundowany przez hetmana Jana Klemensa Branickiego w XVIII wieku.
Ale dla siebie w Choroszczy znalazłem rynek z wyboistymi uliczkami. Niepozorną kapliczkę św. Nepomucena, która ma już ponad 200 lat, a którą – usilnie szukając – mijałem kilka razy. I zaniedbany kirkut przy drodze do Łysek, na którym biegałem od macewy do macewy, by zrobić zdjęcia, gdy tylko choć na moment oświetliło je zachodzące słońce, przeciskające się niewielkimi szparami między liśćmi.

Pierwszy cmentarz żydowski w Choroszczy powstał w XVII wieku u zbiegu obecnych ulic Mickiewicza i Lipowej. Nie pozostał po nim żaden ślad. Kolejny, którego pozostałości istnieją do dziś, został założony w XVIII wieku niespełna kilometr za miasteczkiem, przy drodze do Łysek.

Koniecznie chciałbym jeszcze wspomnieć o pozostałościach dawnej fabryki kortów i sukna należącej do Augusta Moesa. Rzecz z punktu widzenia historii Podlasia fascynująca, tak jak całe XIX-wieczne podlaskie włókiennictwo. Ale to temat na inną opowieść...

Dawna stajnia z magazynem należała do fabryki Augusta Moesa.

Rzeźba zdobiąca budynek dawnej stajni.


2 komentarze:

  1. Jakoś tak zawsze Choroszcz traktowałam po macoszemu. Odwiedzałam tylko letnią rezydencję Branickich i na tym kończyła się moja przygoda z tym miasteczkiem. Teraz widzę, że muszę nadrobić zaległości w odkrywaniu tego uroczego miejsca.
    Pozdrawiam z Suwałk.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Cieszymy się, że nasz wpis okazał się przydatny i inspirujący :) Pozdrawiamy ciepło! :)

      Usuń