„Barwik” to nie tylko jeden z najdłuższych szlaków turystycznych znajdujących się w południowej części Biebrzańskiego Parku Narodowego (w wersji, gdy etapem końcowym są Gugny), ale też jeden z tych, które darzymy z Anką szczególnym sentymentem. Nic dziwnego, skoro właśnie tu widzieliśmy naszego pierwszego wspólnego łosia.

Barwik” jest idealnym miejscem dla wszystkich miłośników natury, którzy na równi z pięknymi widokami i dzikimi zwierzętami lubują się w długich pieszych wycieczkach. Licząc od parkingu, który stanowi początek szlaku, a kończąc na niewielkiej rzece Kosódce, mamy do pokonania 3 kilometry (w jedną stronę). Nie jest to marszruta, która może przerazić wprawnego piechura, aczkolwiek wiosną staje się nie lada wyzwaniem. Wszystko za sprawą rozlewisk, które trzeba pokonywać co kilkanaście kroków. Niekiedy nawet wysokie gumowe kalosze są niewystarczające. Jednak dla niektórych brodzenie w głębokiej wodzie, naznaczone całkiem realnym ryzykiem skąpania się w niej, stanowi atrakcję samą w sobie.

Przejście szlaku "Barwik" wczesną wiosną nastręcza wiele trudności.
Charakterystyczne dla Doliny Biebrzy torfowiska niskie.

Turzycowiska są stałym elementem biebrzańskiego krajobrazu..
Zrobieni w… łosia

Na szlaku znajduje się 7 przystanków z tablicami opisującymi walory przyrodnicze tego miejsca. Oczywiście, największą atrakcją jest możliwość obserwowania łosi. Zresztą, gdy byliśmy tu po raz pierwszy, właśnie wizja ich spotkania była dla nas największym wabikiem. Wyprawy szlakiem nie powinni też żałować miłośnicy ornitologii. Wśród rozległych torfowisk można obserwować derkacze, podróżniczki, rokitniczki, a także, a może przede wszystkim rozmaite rodzaje bekasów. Z tymi ostatnimi, co tu wiele mówić, mamy na pieńku. Dlaczego? Otóż kiedyś zostaliśmy przez bekasa… wystrychnięci na dudka. Na początku naszej przygody z Biebrzą, gdy byliśmy wyposażeni w większy zapał niż wiedzę, charakterystyczne odgłosy wydawane przez bekasa, wzięliśmy za… nawoływanie łosia. Jako zadeklarowane łosioluby bezrefleksyjnie rzuciliśmy się przez bagno w kierunku zarośli, zza których dobiegał tenże głos. Do pokonania mieliśmy kilkaset metrów po niezwykle grząskim i niezbyt bezpiecznym terenie. Jakież było nasze zdziwienie, gdy za zaroślami nie dostrzegliśmy nikogo. Teraz głos bekasa jesteśmy w stanie rozpoznać o każdej porze dnia i nocy.

Platforma widokowa, z której latem można obserwować między innymi bekasy.

Poruszanie się po szlaku ułatwiają specjalne oznaczenia.

"Barwik" to jeden z najpopularniejszych szlaków w południowej części Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Odchody łosia... Cóż, on jest u siebie w domu.
Wieża? Stop!

Gdy ostatnio pokonywaliśmy szlak „Barwik”, tuż po wyjściu z lasu na rozległe torfowiska, spotkaliśmy dwa dziki. Na łosie musieliśmy trochę zaczekać. Dorodną klępę prowadzącą łoszaka dostrzegliśmy dopiero nieopodal wieży widokowej znajdującej się tuż przy Kosódce.


W tym miejscu musimy przyklasnąć decyzji dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego o oczyszczeniu najbliższego otoczenia wieży. Wieża położona jest na niewielkim wzniesieniu, a widok z niej robi niesamowite wrażenie. Jednak wcześniej znaczną jego część zasłaniały rozłożyste korony drzew. Teraz większość z nich zostało usuniętych. Niestety, od kilku tygodni na wieżę nie można się dostać, gdyż ścięte zostały również... schody. Prawdopodobnie wieża wymaga remontu, a to był jedyny sposób jej ochrony przed niecierpliwymi turystami.

Przemierzając szlak "Barwik", obserwujemy zmieniające się strefy biebrzańskiej roślinności.

Biebrzańskie wiosenne rozlewiska.
Sto metrów dalej, na linii niewielkiej Kosódki, kończy się szlak „Barwik” i zaczyna trasa prowadząca przez bagna w stronę wsi Gugny. Niektórzy pokonują całą trasę, inni w tym miejscu zawracają. To bardzo wymagający odcinek. Długi na 4 kilometry, a co gorsza – miejscami słabo oznaczony. Wśród wysokich trzcin i krzaków łatwo stracić orientację. W takiej scenerii można przeoczyć paliki z oznaczeniami szlaku. Kilka lat temu kilku turystów zgubiło się w tym miejscu i musieli nocować na bagnach, a do ich odnalezienia potrzebny był śmigłowiec. Dlatego osobiście polecamy pokonanie tego odcinka, zaczynając od strony wsi Gugny. Sprawniej wtedy będzie odnaleźć drogę powrotną.

Niekiedy oznaczenia szlaku trudno jest dostrzec wśród szuwarów i zarośli.

Kamień upamiętniający Ryszarda Czerwińskiego, znanego fotografika, który szczególnie ukochał biebrzańskie bagna.

Pierwsza część szlaku "Barwik" kończy się na niewielkiej rzece, Kosódce.

Wczesną wiosną „Barwik” nie jest jeszcze zbytnio oblegany przez miłośników natury. Jednak od połowy kwietnia potrafi tam być „tłoczno”. Paradoksalnie, wielokrotnie na szlaku częściej spotykaliśmy obcokrajowców, głównie naukowców z Niemiec, Włoch, Holandii czy Hiszpanii, niż rodaków. A szkoda, bo to jedno z tych miejsc, w których drzemie dobra energia.






1 komentarze:

  1. Przechodziłem cały szlak na początku kwietnia, kawałek za Kosódką zaczęło się hardkorowo, woda miejscami do gaci. Polecam, ekstra.

    OdpowiedzUsuń